„Ach, co to był za mecz” - powtarzają w Bińczu. Skra wróciła do siebie po wielu latach gry na wyjeździe

Olek Knitter
Olek Knitter
Foto: Martyna Czępińska
Po siedmiu latach przerwy Skra Bińcze znowu rozegrała mecz u siebie. I to już na nowym boisku, gdyż stare w lipcu 2014 roku poryły... dziki. W środę Skra podejmowała Granit Koczała w meczu I rundy Pucharu Polski. Dla gospodarzy był to historyczny moment.

Pierwszy oficjalny mecz na nowym boisku w Bińczu – choć jeszcze towarzyski z drużyną z Lipki – Skra rozegrała pod koniec lipca tego roku. Przed meczem symbolicznego otwarcia nowego boiska (w nowym miejscu) dokonał prezes Aleksander Chodorski, który przeciął symboliczną wstęgę oraz przekazał na ręce wiceprezesa Przemysława Procaka podkowę, która ma przynosić klubowi szczęście. Historycznego gola na nowym boisku zdobył w tamtym spotkaniu właśnie Przemysław Procak, a Skra potyczkę przegrała 1:3.

Był to pierwszy historyczny mecz na nowym boisku. Poprzednie, oddalone od wsi, w lipcu 2014 roku zniszczyły dziki. Łatwo więc policzyć, że kibice Skry na mecz musieli poczekać dokładnie siedem lat. Ostatni mecz, który oglądali w Bińczu, odbył się pod koniec maja 2014 z Wąsikiem Nadziejewo. W kolejnych latach Skra zmuszona była rozgrywać mecze na wyjazdach. Aż do teraz. Prace nad nowym boiskiem rozpoczęły się już w 2015 roku, kiedy to gmina pozyskała teren pod boisko obok parku od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Boisko powstawało przez 5 lat dzięki zaangażowaniu i pracy społecznej samych zawodników, mieszkańców oraz działaczy i wsparciu urzędu w Czarnem. Nie byłoby boiska bez wsparcia wielu innych osób, instytucji, stowarzyszeń i dobrych ludzi, których wszystkich ciężko byłoby wymienić.

Po rozegraniu trzech sparingów Skra Bińcze w środę przystąpiła do meczu Pucharu Polski podokręgu słupskiego. Jak zauważają działacze klubu, to pierwszy meczem takiej rangi od sezonu 1986/1987, kiedy to Skra rozgrywała swoje ostatnie mecze w słupskiej B-klasie.

W spotkaniu pucharowym zawodnicy z Bińcza podejmowali Granit Koczała. Nowe boisko szczęścia nie przyniosło. Skra przegrała 1:2, tracąc gola w doliczonym czasie gry. Honorową bramkę strzelił Remigiusz Kloskowski.

Spotkanie to podsumował Radosław Ożański. - Mimo sporego zachmurzenia i pogody zanoszącej się na deszcz, wielu kibiców zdecydowało się przyjść na stadion, by zobaczyć historyczny mecz naszej drużyny - za co serdecznie im dziękujemy. W tym miejscu chcielibyśmy również podziękować ludziom i instytucjom, które pomogły nam w organizacji tego meczu. Nasza kadra na to spotkanie liczyła 15 zawodników, mimo terminu w środku tygodnia udało nam się zebrać zespół, który był w stanie powalczyć z Granitem do samego końca. Od początku spotkania widoczna była lepsza organizacja gry w wykonaniu drużyny gości. Zawodnicy z Koczały lepiej się ustawiali, dłużej posiadali piłkę, próbowali ją cały czas rozgrywać, od czasu do czasu posyłając długą piłkę. Nasi obrońcy stanęli na wysokości zadania i radzili sobie z przerywaniem większości podań i akcji. W ofensywie skupiliśmy się na grze z kontry, co przyniosło owoce już w pierwszej połowie spotkania. Po podaniu ze skrzydła w pole karne od Mateusza Borysewicza do Remigiusza Kloskowskiego, temu drugiemu udało się zdobyć gola. „Remek” opanował piłkę, wysunął ją sobie do lewej strony (z prawej strony miał obrońcę) i po uderzeniu prawą nogą piłka minęła rzucającego się bramkarza, odbiła od słupka i wpadła do bramki. Przez dłuższą chwilę na stadionie, wśród zawodników naszej drużyny i kibiców zapanowała mieszanina niedowierzania, wielkiej radości i szczęścia. Na przerwę schodziliśmy z prowadzeniem 1:0.W drugiej połowie zespół z Koczały podszedł wyżej i rzucił się do odrabiania wyniku. Przez pierwsze 20 minut drugiej połowy rywale zamknęli nas na naszej połowie i przeważali. W 65. minucie spotkania po faulu w okolicach 30 metra na wysokości narożnika szesnastki goście mieli rzut wolny, po którym zdobyli wyrównującego gola. Arbiter doliczył 4 minuty meczu i w ostatniej minucie meczu po dwójkowej akcji przyjezdni zdobyli zwycięskiego gola.

Mimo że Skra na finał Pucharu Polski na Stadion Narodowy w Warszawie nie pojedzie, to i tak w Bińczu wszyscy są szczęśliwi, że udało się reaktywować drużynę, prowadzić treningi i rozgrywać mecze. Zawodnikom i działaczom wypada więc tylko życzyć, by w gablocie w świetlicy przybyło więcej nowych pucharów, bo ten zdobyty ostatnio jest sprzed 12 lat, kiedy to Skra wygrała X edycję Powiatowej Halowej ligi piłki nożnej w Człuchowie.

„Ach, co to był za mecz” - powtarzają w Bińczu. Skra wróciła...

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie